Tradycja letniego festiwalu

Jest to najjaśniejszy ogień roku, 21 czerwca; najdłuższy dzień; najkrótsza noc; czas, który duchowe społeczności świętują od tysięcy lat. To jest Sadhana Letniego Przesilenia, a w czerwcu 1969 roku, 3HO rozpoczął swoją tradycję gromadzenia się z całego świata na świętowanie z Kundalini Jogą, medytacją i Białą Tantryczną Jogą. 

W Europie pierwszy festiwal odbył się w Loche (Francja) w 1977 roku i wkrótce urósł do rangi najważniejszego punktu w roku dla setek nauczycieli i uczniów w całej Europie, i był czasem spotkania nauczycieli z całego świata, rówieśników i przyjaciół, i rzeczywiście był rzadką okazją w Europie.

Testimonial

PRZEZ GURBASANT SINGH 

Mój pierwszy EYF w Loche (Francja) odbył się w 1985 roku. było tam wtedy około 200 do 250 osób.

Co roku przybywało około 50 osób, aż w 1999 roku, ostatnim roku w Loches i ostatniej wizycie Yogi Bhajana na festiwalu, było prawie 900 osób! Teren pękał w szwach!

Do dziś pamiętam bardzo dobrze następujący incydent z mojego pierwszego festiwalu, który dość dobrze oddaje nastrój i energię tamtych dni:

Zawsze jeździłem tam autostopem, w tym właśnie tym pierwszym razem, a wszystko, co wiedziałem od moich dwóch ówczesnych nauczycieli jogi, to: "trochę poza Loches, w małym zamku z lasem, przed nim jest pole słoneczników".

Kiedy dostałam się do Loches, opowiedziałam kierowcy "dokładny" opis moich nauczycieli jogi z moimi kilkoma słowami po francusku... który następnie wyrzucił mnie na skrzyżowaniu za miastem, lekko zirytowaną, do którego czasu było około 22.30.

Był jeszcze półmrok, rozpoznałem zarys zamku na wzgórzu i pomyślałem "to musi być to" - podszedłem tam, ale okazało się, że to tylko ruiny... Postanowiłem rozłożyć tam śpiwór i chwilę pospać 

Następnego ranka bardzo wcześnie obudziło mnie kilka kropel deszczu i poszedłem z powrotem w dół wzgórza, gdzie również zobaczyłem opisane wielkie pola słoneczników - poszedłem więc prosto przez pole w ich kierunku.

Po prawej stronie, dobrze ukryty za aleją bardzo dużych, starych drzew (bardzo pięknych!), rozpoznałem coś w rodzaju starej wieży, a gdy tam spojrzałem - jakby doskonale uporządkowany! - z górnego okna wyciągała się osoba z białym turbanem, która musiała mnie zobaczyć i gestem nakazała mi zawrócić z pola, aby wejść do środka.

Potem podjechałem pięknym podjazdem alejowym, kilkaset metrów, rozpoznałem bramę, intronizowaną wielkim i imponującym napisem "Tantric Mandala", poniżej inny napis "Kundalini Yoga Festival".

Wiedziałem wtedy, że jestem we właściwym miejscu - wszystko było bardzo proste i bez nawigacji itp.

Przez bramę, zaraz po lewej była duża łąka sadhany, gdy nagle zaczęło lać jak z wiadra... Szłam szybko dalej, ale potem musiałam się zatrzymać ze zdumienia: na polu sadhany siedziało mnóstwo ludzi, mimo ulewnego deszczu (żadnego namiotu, nic), na scenie człowiek z gitarą, który ciągle intonował i grał na gitarze, prosząc ludzi o pozostanie na miejscu i kontynuowanie medytacji - brzmiało to: "Keep up! Keep Up!" (to musiała być ostatnia medytacja).

I rzeczywiście, tylko kilka osób wyszło, większość pozostała na miejscach siedzących i skandowała błogo i padała - naprawdę byłam pod wrażeniem tej postawy "keep up"!

Szedłem więc dalej niespiesznie, również pozwalając sobie na deszcz i myślałem: super, że tu jestem, jakie przyjęcie - i jak my wszyscy jesteśmy jednością pod tym deszczem.

Jednocześnie czułam - w bardzo realny sposób - przepływającą przeze mnie cudowną, ciepłą i potężną energię - tę "magiczną" energię tego szczególnego miejsca, którą w następnych latach odczuwałam wielokrotnie, gdy tylko weszłam na jego teren. Bez względu na to, jak bardzo czułeś się zmęczony lub zużyty, zawsze było to jak zanurzenie się w fontannie młodości. 

A wraz ze mną wielu innych - bo często wymienialiśmy się poglądami na temat tego efektu i za każdym razem, nawet po latach, byliśmy zachwyceni, że nadal tak jest.

"Magiczny" rzeczywiście najlepiej to podsumowuje - i taka też była energia tych festiwali w Loches, nawet gdy wtedy dużo pracowałem (najpierw setup, potem buyer, potem Grounds Manager + Bazar...) - jakoś zawsze dostawało się dobry zastrzyk pozytywnej energii, gdy tylko było się na festiwalu lub po prostu wchodziło na teren.

Na moich pierwszych festiwalach interesujące było też to, że jakoś naprawdę wcześniej czy później witało się wszystkich bezpośrednio, a wszyscy spotykali się i zachowywali jak jedna wielka, życzliwa rodzina.